Dlaczego meteoryt w porwanym plecaku działa na naszą korzyść? O tym dzisiaj Wam opowiem, ale skąd ten meteoryt na tym blogu? Jaki ma związek z naszym życiem i błędami? Jakimi błędami? A popełniłeś kiedyś błąd? Ha. Pomyślisz, że to głupie pytanie. Jednak kryje się w nim coś więcej. Coś głębszego. Widzisz, świat jest taki, że my WSZYSCY popełniamy błędy. Ba! Ogromne. Potem zastanawiamy się nad tym, czy to było dostrzeżone. Ktoś wytknie nam go palcami i powie to i owo. Myślimy, że to tylko my, ale błędy w życiu są nieuniknione. Niektórych się bardzo wstydzimy, niektóre próbujemy zamieść pod dywan, ale nikt inny nie zamiecie naszych głupot pod dywan. Nikt nie przepracuje tego za nas. Nikt nie wyczaruje magiczną różdżką słowa „usuwam Cię z pamięci”. Nosimy je w sobie i na sobie jak plecak w góry wyładowany kamieniami. Te kamienie jedne szpiczaste, drugie pokrzywione, trzecie białe, nawet ładne, bo czasem błąd czy porażka okaże się jednak darem od losu. Przeżyłam w życiu jeden mocny błąd, który okazał się najpierw porażką, ale zakończył się sukcesem. Porzuciłam wszystko w jednej chwili i wyjechałam. Galerię sztuki, znajomych. Nie planowałam podróży. Po prostu wzięłam instrument muzyczny i wyjechałam przed siebie, poszukując siebie. Zrozumiałam, że to był jeden z tych kamieni, które nie dość, że nie dają się zapakować do plecaka, to go dziurawią. Z takim plecakiem wróciłam z podróży liczącej ponad 11 tysięcy kilometrów. Z poharatanym plecakiem, przebitym i mocno nienadającym się już do użytku. Pozostało coś. Pozostał ten kamień, który z początku, kiedy mu się przyglądałam, wyglądał jak ogromny meteoryt o nieregularnych kształtach. Takie właśnie meteoryty trzymamy w naszym życiowym plecaku. Są takie mniejsze, które potrafią działać po dłuższym czasie naszej wędrówki i zacząć te paskudne dziury w materiale. Ten był inny. Przyglądałam się jemu z uwagą. Zobaczyłam w nim siebie. Widzimy w sobie te kamienie, które może i mogą być szpiczaste i niebezpieczne, ostre, ale może być w nich coś więcej. Właśnie istotą kamienia meteorytu jest to, że zanim spadł na ziemię, przebył długą podróż. Zbierał różne doświadczenia, obijał się to tu, to tam o inne meteory. Był meteorem. Zamienił się w mig, upadając. To samo dzieje się z naszymi błędami. Jeśli pozwalamy im osiąść w nas. Jeśli tylko pozwolimy nam doświadczać je i rozumieć, że były po coś, to nasza wędrówka nagle ma dla nas sens. Meteor zderza się z wieloma odłamkami innych błędów, ale źródło ma jedno. To właśnie czyni go wyjątkowym. Przyczyna, skutek, efekt. Co zrobimy z naszym kamieniem, który spadł z nieba? Zrozumiemy, że jest on kolejnym beznadziejnym, szpiczastym i brzydkim kamieniem, którego chcemy się na siłę pozbyć, czy uznamy, że był on meteorem. To zmienia postać rzeczy. Nagle w jednej małej chwili możemy uświadomić sobie, że mimo tego, że porwał nam kawałek materiału lub podarł na strzępy nasz wędrowny plecak (tak jak było w moim przypadku), możemy zmienić do niego nastawienie. Wtedy dzieje się magia. Meteor. Czarny, szpiczasty kamień powoli się wygładza na naszych oczach. Może na zewnątrz dla innych dalej będzie nieregularnym, brzydkim kamieniem, którego powinniśmy jak najszybciej się pozbyć, ale nie. My możemy go postawić w widocznym miejscu i celebrować jego podróż, bo ten meteor nie tylko jest na zewnątrz. On już jest w nas. To od nas zależy, czy chcemy go przemienić w naszych oczach i wyobraźni na biały, piękny, lśniący i gładki okaz. Podróż nauczyła mnie jedno. To, jak podejdę do tego doświadczenia, kiedy wszystko się wali, kiedy zostaję sama na pustkowiu i zaczynam rozumieć, po co ten ostry okaz znalazł się w plecaku, zmienia wszystko, całą percepcję. Piszę ten tekst i myślę sobie, że meteoryt, który noszę w sobie, jest już lśniący, gładki i piękny. Nie oceniam go, nie określam, nie myślę o podróży, w której zostawiłam wszystkie inne piękne kamienie, jako o porażce. Rozumiem, że zamiast wszystkich innych wyjątkowych okazów, które straciłam, zyskałam coś więcej. Zyskałam siebie. Jestem jak ten meteor (tak, ten kamień w podróży). Czuję, że zyskałam nowe życie. Nową mnie. Stabilną i konkretną. To my, ludzie, zamieniamy się w takie meteory, kiedy trafimy na okaz życia. Zaczynamy podróż od nowa, jednak jako ktoś inny. Ktoś, kto zrozumiał, że nie chodzi o to, by nie popełniać błędów, ale zamieniać trudne doświadczenia i porażki w sukces. Rozumieć, że wszystko jest po coś, a nasze życie to podróż spadającej gwiazdy. Pomyślmy sobie czasem o tym, że taki mały meteoryt też może być lśniący i gładki i przekujemy porażkę w sukces. Rozumiejąc to, zmieniłam absolutnie wszystko. Czy zaczynam od zera? Nie... bo mam coś w szkatułce. Dużej i eleganckiej. Mam swój meteoryt. A czy Ty masz takie kamienie w swoim plecaku? Pomyśl chwilę... i podziękuj... bo może dzięki nim możesz zmienić wszystko i zobaczyć siebie w nowym świetle.